wyznania kibica.
Hm, Połowa mojej rodziny to Wielkopolanie, sam też nijako się nim czuję. Urodziłem się tam, i choć mieszkam niemal całe życie w Elblągu, to to właśnie Wielkopolskę uważam za swoje miejsce na Ziemi, a Lech? To może dziwnie zabrzmieć, ale… ale… w jakiś sposób czuję że mam tę drużynę, ten klub we krwi… że jest między mną, a nim jakaś nierozerwalna więź… coś co może nie jest bardzo racjonalne, aj magia po prostu magia. To wszystko sprawia że ja nie czuję nigdy jakiejś presji związanej z ich meczami, nie czuję że muszą wygrać… awansować, czy zdobyć mistrzostwo. Oni po prostu są, i to że są… to jest już dla mnie pełnia szczęścia, to napawa mnie jakimś spokojem.
Pamiętam jak stosunkowo niedawno, tj. siedem-osiem lat temu grali w drugiej lidze… wtedy bardzo silnej, bo kilka znanych teamów w niej się znalazło… ja wtedy odczuwałem niemniejszą radość z ich ówczesnych sukcesów niż… teraz, baa! W momencie krytycznym człowiek nawet chyba bardziej to odczuwa, jeszcze bardziej też… pała dumą. Czuję też że to właśnie wtedy Kolejorz odradzał się na nowo, wtedy drużynę tchnął nowy Duch.
Zresztą miłość… bo to chyba jest miłość do klubu w jakimś stopniu przypomina mi nacjonalizm. Przypominam sobie że kiedyś oglądałem ze znajomymi mecz… Realu Madryt bodajże, który też od dzieciństwa uwielbiam… czczę wręcz zakochany w Raulu i spółce. W pewnym momencie zaczęliśmy jednak rozmawiać o Kolejorzu, i… zacząłem się zastanawiać, zacząłem analizować… porównywać kto jest lepszy, hm Kikut czy Sergio Ramos, Kotorowski, czy Casillas, i tak na każdej… po prostu każdej pozycji. I ja wiem, zdaję sobie sprawę… że w takich sytuacjach mój mózg zaczyna po prostu słabiej pracować, ale… dla mnie ci poznańscy gladiatorzy nie są w żaden sposób gorsi od tych najlepszych na świecie, dla mnie w Lechu… zawsze grają najlepsi.

Komentarze (0)
